NAGRODA LITERACKA IM. WITOLDA GOMBROWICZA

Barbara Sadurska Mapa – fragment powieści nagrodzonej w 2020 roku

Mój ojciec kochał mapy. Uwielbiał mapy. Posiadał mapy. Kolekcjonował mapy. W jego gabinecie stały przeszklone szafy zaprojektowane specjalnie do przechowywania map. Leżały w nich długie tuby przeznaczone wyłącznie na mapy. Oraz szerokie, płytkie szuflady, w których oczywiście.

            Czy było coś, czego mój ojciec nie zrobiłby, aby zdobyć obiekt pożądania, upragniony oryginał, szkic, inkunabuł? Trudno powiedzieć. Jednak dziś, kiedy jestem starym człowiekiem, a moje drżące ramiona okrywa purpurowy płaszcz, dziś, klęcząc nocą w szpitalnej kaplicy, myślę, że nie. Że nie było nic takiego. Ukrywam twarz w dłoniach i czuję w gardle szloch. Rozumiem, doskonale rozumiem jego pragnienie.

            Miałem siedem lat, kiedy po raz pierwszy przekroczyłem próg gabinetu mojego ojca. Dostąpiłem tego zaszczytu w marcu tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego trzeciego roku w Hoboken na przedmieściach Antwerpii. Och, wtedy nie miałem jeszcze świadomości istnienia wschodu i zachodu, wtedy jeszcze Słońce kręciło się dla mnie wokół Ziemi. W dniu moich siódmych urodzin, pamiętam.

            Wcześniej wejście do gabinetu było absolutnie zabronione. A nawet niemożliwe, bo gabinet był bezwzględnie chroniony, zamykany na klucz, tylko jeden klucz, który ojciec, Adolf Alois Adler, nosił zawsze przy sobie, w skórzanym portfelu, razem z dokumentami i banknotami, w wewnętrznej kieszeni marynarki.

            Bez niego wejście do gabinetu nie było możliwe.

            Wtedy jeszcze nie było możliwe. Dopiero później, kilka lat później, przez okno, razem ze słońcem, po czarnej belce pruskiego muru, po której skradało się tuż przed agonią na horyzoncie, kiedy pragnienie dotknięcia map ojca stawało się nie do wytrzymania. Więc po tej belce, skośnej, biegnącej od nigdy nieumytego okna na poddaszu do okna gabinetu, po belce o doskonałym nachyleniu, odpowiadającym padaniu promieni zachodzącego słońca, po tej czarnej belce można było bez pozwolenia wejść do gabinetu. Ale dopiero kilka lat później.

            Czyli miałem siedem lat, kiedy pierwszy raz wszedłem do gabinetu mojego ojca, Adolfa Aloisa Adlera, którego byłem jedynym spadkobiercą.

– Możesz się tu rozejrzeć, chłopcze. Tylko, na Boga, niczego nie dotykaj – powiedział.

Nie dotknąłem.

Umiałem liczyć do dziesięciu: pięć szaf pod jedną ścianą, pięć pod drugą. Między oknami obrazek. Niekolorowy. Na nim stary mężczyzna pochylony nad jaśniejącą mapą odwraca głowę. Patrzy przerażony. Czyżbym dostrzegł nagły, przeczący ruch jego ptasiej głowy?

– Nieistniejący Faust – rzucił od niechcenia ojciec. – Akwaforta.

Akwaforta. Myślałem, że to nazwisko autora. Jak dobrze, że się wtedy nie odezwałem! Stałem tylko z rękami splecionymi z tyłu, żeby nie dotknąć.

            Wiele lat później, w celu oszacowania spadku, poddałem to dzieło ekspertyzie. Wcale nie było najcenniejsze w zbiorach mojego ojca, choć rzeczywiście – nieznana akwaforta Rembrandta. Usłyszałem to nazwisko kilka lat później.

            Więc jestem w gabinecie ojca. Na środku biurko. Czarne, z szufladami. Ojciec wyjmuje z szuflady plan, który rozkłada na blacie.

– Tylko nie dotykaj – powtarza i otwiera szafę.

Kątem oka widzę, jak rozwija zwój suchego pergaminu z cienkiej, najcieńszej skóry. Zwój pergaminu, na którym opiłkami czystego złota narysowano mapę świata. Świata, jaki dostępny był tylko żeglarzom i podróżnikom, awanturnikom spod ciemnej gwiazdy i banitom skazanym na wieczne wygnanie. Mężczyznom. Ja wtedy jeszcze nie byłem mężczyzną.

Nagroda Literacka im. Witolda Gombrowicza – została ustanowiona przez Radę Miejską w Radomiu i od 2016 roku w rybie rocznym przyznawana jest za debiut pisany prozą artystyczną (uwzględniana jest także druga książka autora). Wręcza ją prezydent Radomia podczas corocznego Festiwalu „Opętani Literaturą” organizowanego przez Muzeum Witolda Gombrowicza we Wsoli. Jej wartość to 40 tysięcy złotych. Dotychczasowymi laureatami nagrody są: Weronika Murek (Uprawa roślin południowych metodą Miczurina) i Maciej Hen (Solfatara) – 2016 r.; Anna Cieplak (Ma być czysto) – 2017 r.; Marcin Wicha (Rzeczy, których nie wyrzuciłem) – 2018 r.; Olga Hund (Psy ras drobnych) – 2019 r.; Barbara Sadurska (Mapa) – 2020 r. W 2021 r. wyróżnienie to przypadło w udziale Aleksandrze Lipczak (Lajla znaczy noc).