Drukuj

 

Niezmarnowane popołudnie

 

- Skąd by zaczerpnąć jak najwięcej informacji o współczesnym życiu społeczno-kulturalnym? – zastanawiała się hoża licealistka z V Liceum Ogólnokształcącego im. Romualda Traugutta, niemogąca sobie poradzić z tematem minireferatu na przedmiot „Wiedza o społeczeństwie”. - Idźże do biblioteki miejskiej – poradził jej superprzyjaciel z liceum językowego, jest w tej willi Kulczyckiego, na Piłsudskiego pod 12. Na pewno znajdziesz tam najróżnorodniejsze źródła: opasłe woluminy, ale i periodyki, broszury i miniinformatory.

Po południu, o wpół do czwartej, licealistka była już na miejscu. Spomiędzy półek wychynęła z nagła jakaś wysoka dama, jak się wkrótce okazało arcymiła pani dyrektor biblioteki. Ściszonym głosem przedstawiła pokrótce zasady korzystania ze zbiorów. Wskazała dział czasopism, segment z książkami i odwiedzany z rzadka kącik cymeliów. Licealistka rozpoczęła kwerendę od periodyków. Przejrzała „Państwo i Prawo”, „Wiedzę i Życie”, „Listy z Teatru” i, sądząc z wyglądu, nieczęsto zapewne czytywane numery „Literatury na Świecie”. Poszperała też co nieco w wydawnictwach z serii „A To Polska Właśnie”.

Czym by tu się jeszcze zainteresować, pomyślała, kiedy materiałów do referatu miała już co niemiara, a zostało jej trochę czasu do spektaklu „Bobok” w Teatrze im. Jana Kochanowskiego. Więc by go nie zmitrężyć, stanęła nieco w skos,  naprzeciw półki z książkami. Rzuciła tylko okiem na beletrystykę. No cóż, „Ziemia obiecana”, „Noce i dnie”, „W pustyni i w puszczy”, „Quo vadis”, a zwłaszcza „Łysek z pokładu Idy”, to niefascynujące lektury dla siedemnastoipółletniego dziewczęcia. Za to takie pozycje, jak „Polski ubiór do 1864 roku” czy – z innej dziedziny – „Psychologia kliniczna”, wzbudziły zainteresowanie. Zaintrygowało ją nie najnowsze już wprawdzie opracowanie „Składnia polskiej rozmowy telefonicznej” z arcyciekawymi przykładami takiej konwersacji.  Przejrzała też „Słownik wyrazów zapomnianych” i „Słownik etymologiczny języka polskiego”, a na koniec zajrzała do najnowszego słownika ortograficznego, by sprawdzić, jak się pisze przymiotnik  „społeczno-kulturalny”.

I syta wrażeń wyszła z  Biblioteki Publicznej Miejskiej w Radomiu na ocienioną ulicę Józefa Piłsudskiego.