Drukuj

Swoje refleksje nt. kwarantanny i świata zatrzymanego w biegu z powodu jednego małego wirusa przekazały nam dzisiaj dwie panie - Ewelina Matuszkiewicz i Izabela M. Krasińska... Tak się złożyło, że ta niezwykle podstępna istota spowodowała, iż nie spotkały się w rzeczywistości, choć spotkać się miały... W marcu, w radomskiej książnicy... Jako pierwsza głos zabierze Ewelina, która premierę swojej trzeciej powieści zaplanowaną miała właśnie w czasie 43 Radomskiej Wiosny Literackiej...

***
Co przyniosła mi kwarantanna? Dzisiaj po kilkunastu tygodniach odosobnienia mogę powiedzieć, że pokazała mi, co jest dla mnie naprawdę ważne, a z czego mogę zrezygnować bez żalu. Kwarantanna zbiegła się w czasie z moją decyzją o przerwie w pracy zawodowej, potrzebowałam resetu po poprzednim roku pracy na granicy ciężkiego wypalenia zawodowego i na początku stycznia złożyłam wypowiedzenie. W ten sposób moje pierwsze tygodnie bez pracy to był jednocześnie czas wprowadzenia największych ograniczeń. Wysiadłam z pędzącego pociągu i to samo zrobił świat wokół. Nagle okazało się, że największym wydarzeniem dnia jest przywiezienie do domu zapasu ziemniaków i cebuli czy zdobycie zapasu winylowych rękawiczek. Mogłam spać, ile potrzebowałam i nie budził mnie budzik o szóstej rano. Znów miałam koło siebie dzieci, blisko, tuż obok, karmione i przytulane na żądanie, zupełnie jakbyśmy się cofnęli kilkanaście lat wstecz do czasów, kiedy zajmowałam się nimi w czasie urlopu macierzyńskiego. Wreszcie mogłam iść na długi spacer albo zająć się zaniedbanym ogrodem. Po południu nie nadrabiałam zaległości ani nie goniłam za wypełnieniem zadań z listy, tylko okrywałam się kocem, wołałam kota i razem zapadliśmy w drzemkę.

Oczywiście, że w tym czasie pojawił się też lęk. Lęk, o to co będzie, jak sobie poradzimy, co nam faktycznie grozi oraz ile będzie to trwało. Zamiast pisać kolejną powieść (tyle lat marzyłam o tym, że mieć nielimitowaną ilość czasu!), analizowałam wiadomości, patrzyłam na statystyki, słuchałam serwisów informacyjnych. W końcu wspólnie wprowadziliśmy ograniczenie, że rozmawiamy o wirusie i sytuacji na świecie tylko godzinę dziennie, w tym mieści się też obejrzenie serwisu informacyjnego oraz czytanie wiadomości. Ten limit pomógł odwrócić moją uwagę od tego, na co nie mam wpływu, by się tym po prostu nie zadręczać.

W kwietniu pojawiły się informacje, że w związku z ograniczeniem ciężkiego przemysłu oraz transportu sejsmolodzy mogą robić dużo bardziej precyzyjne badania drgań Ziemi, w Indiach znów widać Himalaje (wcześniej niknęły w smogu), a w Wenecji po raz pierwszy od dawna woda jest przejrzysta w kanałach. Zbiegło się to z moim namysłem, z czego mogę zrezygnować bez większego żalu. Nie kupiłam nic nowego do ubrania tylko dlatego, że jest kolejny sezon i nowa kolekcja ubrań w sklepie. Podobnie nie skusiły mnie oferty innych przecen, atrakcji typowych dla galerii handlowych. Ta lista jest dłuższa i pokazuje mi, że lepiej skupić się na tym, za czym najbardziej tęskni moje serce.

Bo po kilku tygodniach, kiedy oswoiłam się z sytuacją oraz nowym rytmem dnia, zaczęły się pojawiać tęsknoty. Przede wszystkim za swobodą wędrówki. Za tym, że wybrać się nad Wisłę albo do Puszczy Kozienickiej, zatrzymać się na lody w Kozienicach, szwendać się bez celu po Saskiej Kępie, przeszukiwać półki w ulubionej księgarni albo wypić kawę w gwarnej kawiarni. Jeszcze bardziej dotkliwa była tęsknota za bliskimi i przyjaciółmi, uściskiem dzieciaków, rozmową przy stole zamiast na komunikatorze, bliskością i troską, która wyraża się w tym, że ktoś jest obok. Do tego doszła też jeszcze moja osobista tęsknota za spotkaniami z czytelnikami.

W marcu i kwietniu z okazji premiery mojej książki „Cudne manowce” były zaplanowane spotkania autorskie, książka miała być pokazana również w ramach Radomskiej Wiosny Literackiej, a później Targów Książki w Warszawie. To wszystko stało się nagle nieaktualne. I o ile pozostaję w kontakcie z czytelniczkami na mojej stronie na Facebooku i na Instagramie, to nic nie zastąpi osobistego kontaktu. Dlatego kończę to podsumowanie z nadzieją na nasze spotkanie. Do zobaczenia!
Ewelina Matuszkiewicz