Drukuj

To już piąty tydzień przepytujemy i publikujemy dla Państwa przemyślenia na temat kwarantanny pisarzy i poetów związanych z Radomiem i ziemią radomską. Dzisiaj w parze dwoje młodych ludzi, którzy na niwie oświaty i kultury pracują już kilka lat. Marta Wiktoria Trojanowska - jako bibliotekarka (po godzinach pisząca książki dla dzieci) oraz Adrian Szary - jako nauczyciel polskiego (a po pracy - poeta i nauczyciel poetów na warsztatach literackich).

***
„Świat cały do odczytania!
Ale nieprędko, w przyszłości…”
(Jan Huszcza)

Ten krótki, skromny wierszyk, którego dwa wersy cytuję, nosi tytuł „Pierwszy rok szkolny”. Ale 2020 rok będzie szczególny, bo nie zostanie ukończony w szkole. Ostatnie klapnięcie zeszytem nastąpi w domowym zaciszu... Bez dzwonka i wybiegania z sali. I wakacje chyba nie będą cieszyć tak jak dotąd. Bo z kim dzielić tę radość?

Czytelnicy dziecięcy – z wiadomych względów – są mi najbliższy, dlatego to właśnie im chciałam poświęcić ten krótki tekst. Dzieciom przyzwyczajonym do społecznych kontaktów, które z głośnego, szumnego świata – pełnego wszelakich atrakcji, spotkań, wyjść, pozalekcyjnych zajęć, wyjazdów, wycieczek, zabaw, konkursów, rywalizacji, trafiły z dnia na dzień pomiędzy cztery ściany. Dzieciom, które straciły wiele z tych bodźców, choć czasami zdawało się ich być już zdecydowanie za dużo. Ze skrajności w skrajność… Co teraz mogą? Mogą odrabiać zdalnie lekcje, bawić się same lub z rodzeństwem albo spędzać czas ze zmęczonymi, podenerwowanymi i zestresowanymi sytuacją rodzicami. Wydaje się, że to nie jest dobry czas na spokojne beztroskie czytanie, może właśnie dlatego, że dorosłych „lektorów” pokonuje nie codzienność nawet, ale „niecodzienność”. A jeśli jednak to właśnie JEST i MUSI być dobry czas?

Zastanawia mnie, na ile ta sytuacja sprzyjała wzrostowi czytelnictwa – takiemu wspólnemu, domowemu. Biblioteki były nieczynne, trudno powiedzieć, ile paczek z książkami zamówili Polacy i ile w nich było książeczek dla dzieci. Trzeba się było opierać na własnych biblioteczkach…

Moja 8-letnia córa, dumna pierwszoklasistka, dostosowała się do sytuacji w przedziwny sposób. Z dnia na dzień obserwowałam, jak zapada się w świat własnej wyobraźni i jak… wertuje swoją biblioteczkę. Nie chciała, żebyśmy wspólnie czytały zaplanowane książki, odrzuciła kolejne propozycje obliczone na długie wieczory, zapragnęła nagle wrócić do książek z najdalszego dzieciństwa (nawet do Kici Koci  i codziennie wybierała kolejne, z których już dawno wyrosła. Właśnie tak upływały nam czytelnicze wieczory na początku kwarantanny – na tych przedziwnych powrotach, które zapewne dawały jej poczucie bezpieczeństwa w sytuacji, do której nie byliśmy przygotowani, bo nikt nas o niej nie uprzedził, więc nie mogliśmy uprzedzić dzieci… Zresztą co by do dało, gdybyśmy nawet mogli… Dopiero po jakimś czasie dawno zapomniane książki spełniły swoją funkcję i powoli wróciłyśmy do „bieżących” lektur.

Myślę, że ta sytuacja puentuje się sama. Potrzeba książki jest w każdym dziecku, tylko nie każde wie o tej potrzebie. A jeśli nie dowie się tego w domu, jest szansa, że dowie się w bibliotece. I tutaj jesteśmy chyba pierwszy raz w życiu bezsilni: bibliotekarze, pisarze, animatorzy kultury. Boleśnie bezsilni. Los uniemożliwił nam pracę z czytelnikiem. Uniemożliwił systemowe i systematyczne spotkania z dziećmi wokół książki. Boję się konsekwencji tej przerwy, bo nie wiadomo, ile potrwa. A czas małych czytelników biegnie szybciej niż starszych. Czas na spotkanie z wieloma książkami i bohaterami, z których za chwilę wyrosną (choć wielkie powroty są możliwe, jak widać powyżej). Ale żeby wyrosnąć, muszą ich najpierw poznać. Animacja czytelnicza – nawet ta instytucjonalna, bardzo w tych spotkaniach pomagała… Nic, żaden najlepiej nawet zmontowany film z głośnym czytaniem fragmentów fajnych książek, najciekawsza interpretacja i najatrakcyjniejsze zajęcia on-line nie zastąpią prawdziwego, fizycznego spotkania wokół książki. Niestety.

Dlatego to, co teraz napiszę, nie będzie oryginalne. Czytajmy dzieciom! Błagam! Czytajmy! Potrzeba książki to nie jest potrzeba „na końcu”, choć teraz ważniejsza wydaje spóźniona wyprawa po wiosenną kurtkę. Wiem, że kurtka z tamtego roku ma za krótkie rękawy, a w pawlaczu z butami jest tych butów dużo, ale wszystkie za małe. To też jest ważne. Jednak los (chwilowo oczywiście, mam nadzieję) zabrał tym dzieciom znacznie więcej… Czytajmy więc. Mimo zmęczenia i stresu, który niczemu nie sprzyja. Czytajmy razem, w dziecięcych pokoikach, żeby nie zabierać im jeszcze więcej… Poza tym „świat cały do odczytania”. Nawet ten zawirusowany, chory, bezsilny. To on oprze się po latach na ramionach dzisiejszych dzieci…

Marta Wiktoria Trojanowska
#NieZostawiamCzytelnika